Piłka nożna

Krok po kroku w górę

Był bramkarzem Legii Warszawa, występował w rezerwach, jednak to z Radomiakiem Radom świętuje największe sukcesy. Najpierw cieszył się z awansu do Fortuna 1 Ligi, w sobotę dołożył cegiełkę do wygranej 2:1 z GKS-em Tychy na starcie sezonu. Artur Haluch wraca tam, gdzie kiedyś miał szansę być. Właśnie następuje punkt zwrotny w jego karierze.

Kilka lat temu postanowiłem sobie, że będę budował karierę małymi kroczkami. Pograłem półtora roku w Ursusie. Potem przeniosłem się do drugoligowego wówczas Radomiaka. Wywalczyłem miejsce w bramce, za drugim podejściem zrobiliśmy awans. Była 3 liga, 2, teraz 1. Krok po kroku idę więc w górę. Powiem szczerze, że czuję ogromny niedosyt związany z grą w Legii. Widocznie w tamtym momencie byłem za słaby na Legię. Brakowało mi ogrania z seniorami. To, co wyniosłem z Legii, jest moje. Teraz idę po swoje, oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu, to znaczy, stawiam następny kroczek – mówi Haluch.

Pierwszoligowi kibice mogą pamiętać bramkarza z krótkiego epizodu w Chojniczance Chojnice. Dla odświeżenia pamięci: 24 marca 2016 roku… – Kojarzę datę… To był mój debiut w 1 lidze przeciwko Bytovii Bytów. W chojnickim klubie spędziłem pół sezonu, zdołałem rozegrać jedno spotkanie, właśnie z Bytovią. Żeby było śmieszniej, spisałem się bardzo dobrze, trafiłem nawet do jedenastki kolejki. Potem już niestety nie dostałem kolejnej szansy. Zdecydowałem się zrobić dwa kroki wstecz, żeby potem zrobić jeden wprzód – tłumaczy golkiper.

Resztę znamy. Ursus, Radomiak. W Radomiaku 24-latek powoli budował swoją pozycję. Wystąpił w ostatnich spotkaniach sezonu 2017/18, jesienią następnego też rozpoczął między słupkami. Po przegranym spotkaniu z Widzewem Łódź nastąpiła zmiana w bramce. Miejsce Haluch odzyskał wiosną i spisywał się bez zarzutu. Miejscowa prasa pisała o nim: „Ręce, które bronią”.

W rundzie rewanżowej uzbierał siedem czystych kont, co dało szesnaście meczów bez wpuszczonej bramki w całym sezonie. – Mogę się tylko cieszyć, że jestem pierwszym bramkarzem Radomiaka. Ciężko pracuję na to. Robię wszystko, żeby regularnie grać – stwierdza golkiper.

Nowy sezon zaczął od wpuszczonego gola, tyle że z rzutu karnego. Ważniejszy był końcowy wynik: Radomiak ograł GKS Tychy. – Chłopaki dali radę! W drugiej połowie mieliśmy sytuacje ku temu, aby dużo szybciej zamknąć spotkanie, osiągnąć jeszcze lepszy i wyższy rezultat. Przed przerwą GKS przycisnął nas, zyskał przewagę za sprawą stałych fragmentów gry. Ale koniec końców to my bardziej zasłużyliśmy na zwycięstwo. Chociaż słyszałem głosy, że nie należała nam się ta wygrana… – przyznaje Haluch.

– Spodziewaliśmy się po sobie wiele. Wiedzieliśmy, że mamy naprawdę mocny zespół, przecież zwyciężyliśmy w rozgrywkach 2 ligi. Na boisku pokazaliśmy, ile jesteśmy warci. Nie wiem czy to nasze zwycięstwo jest niespodzianką, niemniej wygraliśmy z bardzo solidną drużyną, aspirującą do gry w ekstraklasie. Mówi się, że pierwsze koty za płoty, a tu komplet punktów na początek, co sprawia, że niecierpliwie czekamy na drugi mecz – dodaje bramkarz Radomiaka.

Zwycięstwo beniaminka oklaskiwało cztery tysiące kibiców. – Kibice w Radomiu są niesamowici. To nasz dwunasty zawodnik. Trybuny nas niosą. Dzięki temu można mierzyć wysoko. Apetyt rośnie w miarę jedzenia. A człowiek jest łakomy i chce chwytać jak najwięcej. Nie chcemy bronić się przed spadkiem. Nie widzę nas w dole tabeli, walczymy o najwyższe cele. Jak większość sportowców mamy swoje marzenie, marzy się 1. miejsce, lecz trzeba racjonalnie definiować cele – podsumowuje Haluch.

W następnej kolejce Radomiak zmierzy się u siebie ze Stomilem Olsztyn. Zapowiada się ciekawa konfrontacja choćby ze względu na bramkarzy obu drużyn. Haluch i Piotr Skiba to bowiem mocne ogniwa swoich ekip, nieraz ratują skórę kolegom.

(źródło: 1liga.org/fot: 400mm.pl)

Comment here